środa, 6 grudnia 2017

1. Something to rely on.

She's well aware of every promise made,
she's a child of light in a world of pain. *


Plum, plum, plum. W mieszkaniu słychać było tylko cieknący kran. Na środku pokoju przed brudnym oknem stał fotel ze starej, łuszczącej się skóry o brzydkim jasnozielonym kolorze. Za oknem świtało.
W fotelu z podkurczonymi nogami siedziała młoda dziewczyna. Dużymi, bladoniebieskimi oczami wpatrywała się we wschodzące nad miastem słońce. W palcach trzymała dogorywającego papierosa.
Spojrzała na zegarek na nadgarstku. Jeszcze parę godzin temu wraz z przyjaciółmi bawiła się w jednym z popularnych klubów nocnych. Zespół grał na żywo, wszyscy krzyczeli i tańczyli, wszyscy pili. Kolorowe światła i błyszczące stroje, zwariowane fryzury. Dużo makijażu, wysokie obcasy, skąpe sukienki. Przed koncertem była z nimi w kilku innych miejscach.
Westchnęła. Popiół wreszcie oderwał się i spadł na brudną podłogę. W tej samej chwili usłyszała jak ktoś przekręca klucz w zamku. Drzwi otworzyły się i do mieszkania weszła wysoka brunetka. Jej proste włosy były równo przycięte, a grzywka przykrywała całe czoło.
- Cześć - rzuciła cicho siedząca w fotelu dziewczyna.
- Jezu! - współlokatorka podskoczyła w miejscu, chwytając się za lewą pierś. - Sheer, co do cholery?
Blondynka zachichotała.
- Przepraszam, skarbie. Jak tam praca?
Przybyła odwiesiła czerwony płaszcz i zabrała się za ściąganie bardzo wysokich, welurowych kozaków ze swoich długich, zgrabnych nóg. Ciasno opinający ją strój kelnerki utrudniał to zadanie.
- Och, co za gówno! - zniecierpliwiona szarpnęła zamkiem. - Tak, Sheera, w porządku, dzięki. Chyba byliście u nas koło północy? Czemu tak siedzisz i mnie straszysz? Byłam pewna, że będziesz spać!
Kolor nieba zmieniał się właśnie z różowego na żółto-pomarańczowy. Już po chwili sklepienie było całkiem jasne, błękitne, kalifornijskie. Dziewczyna cmoknęła z zastanowieniem.
- Rzeczywiście. Byliśmy i nawet cię widziałam przez chwilę, Nat. Pięknie wyglądasz dzisiaj - obróciła się w fotelu, rzucając przyjaciółce sugestywne spojrzenie. - Bardzo seksownie.
- Proszę cię - prychnęła Natasha, odsuwając z oczu grzywkę. - Wiem przecież. Na tym zarabiam - rozciągnęła czerwone usta w szerokim uśmiechu, by za chwilę razem z Sheerą zanieść się głośnym śmiechem.
- O mój boże, czy ten stary pierdziel nadal nie płaci ci godziwie? - zapytała blondynka, gdy wreszcie się uspokoiły, a Tasha siedziała już na parapecie z papierosem w ustach. Spojrzała na współlokatorkę spod byka. Miała podkrążone, zmęczone oczy. Spędzała wiele godzin dziennie w dymie papierosowym i podrażnione spojówki były zaczerwienione.
- Ta sama nędzna tygodniówka od 3 lat - zgniotła w popielniczce peta i ześliznęła się z siedziska. - Dzięki, mamusiu, za to ciałko! - przejechała dłonią po swojej talii i biodrze. - Zapewnia mi napiwki - wyszczerzyła się do przyjaciółki. - To czemu nie śpisz?
Przez twarz Sheery przemknął ledwo zauważalny cień. Miała uroczą, dziecięcą urodę i mimo swoich 22 lat wyglądała jak 12-latka. Jasne, kręcone włosy okalały drobną twarzyczkę dając wrażenie, że patrzy się na aniołka. Wygląd Shirley był dokładnie taki, jak jej osobowość. I dlatego tak się do niej zwracano**.
- Oj kochanie, to bzdura. Nie będę ci teraz opowiadać, lepiej ty się kładź. Dzisiaj też do pracy? - promienny uśmiech szybko przekonał Tashę.
- Dobrze, dobrze. Tak, dziś też. Idę do łóżka. Kocham cię, aniołku!

Ok. 5 godzin wcześniej

Koncert był świetny. Kawał dobrej muzyki, adrenalina, pozytywna energia. Ale jej przyjaciel, Peter, zaczynał już przeginać, dlatego Sheera powiedziała, że idzie do łazienki, a potem wychodzą.
- Proszę, zostaw mnie! - Shirley usłyszała błagalny głos wracając z toalety. Nad skuloną dziewczyną stał rozwścieczony, odurzony alkoholem i prochami Pete. Jego dłoń była uniesiona, zamierzał uderzyć kobietę. Sheera otworzyła szeroko oczy, zawołała "Nie!" i puściła się biegiem. Nie zawahała się ani przez chwilę, od razu zasłoniła dziewczynę, przyjmując cios. Poczuła jak piekący ból rozlewa się po jej drobnym ciele. Pete wpatrywał się w Shirley ze strachem i niezrozumieniem.
- Sheer... - bąknął zakłopotany. - Co ty wyprawiasz? Przepraszam cię, ale... ty tak nagle... nie chciałem cię... - urwał, zachwiał się i uderzył plecami o ścianę. Osunął się na podłogę, ukrył twarz w dłoniach i wybełkotał, że chyba będzie rzygał. Blondynka szybko pozbierała się z podłogi i nie zważając na swoje obrażenia, uklękła przy przyjacielu. Czule pogłaskała go po zmierzwionych włosach.
- Wytrzymasz do przyjazdu taksówki? - zmusiła go, żeby na nią spojrzał. Pokręcił głową. - Proszę, nie wzywaj policji - zwróciła się do dziewczyny. Ta, nadal roztrzęsiona, skinęła głową - Dziękuję - rzuciła i wstała, ciągnąc kumpla w górę. Trzymając go w pasie, zaprowadziła do łazienki. Gdy wymiotował, odgarniała mu włosy i klepała po ramieniu. A potem umyła mu twarz, ocuciła i wsadziła do taksówki. Wskazała adres kierowcy i zapłaciła. Wróciła do środka.
Postanowiła odszukać kobietę, którą chciał pobić jej towarzysz. Podeszła do baru, uregulowała rachunek i zapytała barmana czy widział gdzieś roztrzęsioną, zapłakaną dziewczynę w bluzce w zeberkę.
- Właśnie wyszła.
Shirley przepchnęła się przez tłum i wypadła na chłodne, nocne powietrze. Dziewczyna stała z papierosem w ustach, próbując go odpalić zapalniczką. Sheera podeszła do niej i podsunęła swój ogień.
- Mogę się przyłączyć? - zapytała, również odpalając papierosa. Dziewczyna niechętnie pokiwała głową. - Hej, wiesz, mam nadzieję że nic ci nie jest. Przepraszam za niego i ech... Przykro mi. Potrzebujesz czegoś? Jakiejś pomocy?
Twarz dziewczyny wyrażała zdumienie. Była nieufna, nie spodziewała się takich słów.
- Nie... - wychrypiała niepewnie. - Nie. Dzięki. Uratowałaś mnie przed nim - dodała z zaciekawieniem w głosie. - I jego w sumie też. Często tak robisz? - uśmiechnęła się z lekką kpiną. - Ratujesz ludziom życie?
Shirley patrzyła na nią łagodnie, ze współczuciem. Wargi zadrgały w uśmiechu.
- Mam nadzieję.
Kobieta zmrużyła oczy. Zauważyła ślad po uderzeniu na policzku blondynki.
- Dlaczego tak się podstawiłaś?
- Oni wszyscy bardzo pogubili się w życiu, czyż nie? Ten ślad zaraz zejdzie. Bolało tylko parę sekund. Ty nie trafisz do szpitala, on nie trafi do więzienia. Nie zadławi się też własnymi wymiocinami. Myślę, że działanie wychodzi na plus - mrugnęła porozumiewawczo, uśmiechając się. - Tu - ogarnęła ręką nieokreśloną przestrzeń, mając na myśli miasto, dzielnicę - nie ma niczego, na czym można by polegać. Nie ma czegoś... solidnego, godnego zaufania. Wszystko i wszyscy zawodzą prędzej czy później. Póki trwa zabawa, jest super. A potem zostajesz sam, brudny, śmierdzący, uzależniony i upokorzony. Niekochany. Odrzucony i wzgardzony - zapatrzyła się na zatłoczone chodniki skąpane w blasku kolorowych neonów. Ludzie bawili się nawet tutaj, przed wejściem do klubu. Wróciła wzrokiem do dziewczyny, która patrzyła na nią, jakby nagle zrozumiała.
- I jak zostają sami w ciemnym zaułku to ty przychodzisz - spojrzała na przechodniów, grupki ludzi przed innymi lokalami, na ruchliwą ulicę. - Jesteś światłem w mroku, hę? - kiedy odwróciła głowę, nikt przed nią nie stał.

* L.A. Guns - Crystal Eyes
** sheer (ang.) - czysty, delikatny

1 komentarz:

  1. Świetny początek. Wciągnął mnie niemiłosiernie!
    Postać Shirley mnie zafascynowała, przyznam szczerze. Jest taką tęczą w ciemności, bohaterką z mrocznego LA. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z taką postacią,ale bardzo mi się podoba.
    Początkowy opis powala! Uwielbiam takie klimaty! Coś czuję, że zapowiada się kawał dobrego opowiadania! :D
    Nie mogę się doczekać co tu się dalej wydarzy!
    Życzę dużo weny i mam nadzieję, że dalszy ciąg prędzej czy później się pojawi! :)
    Pozdrawiam bardzo serdecznie :*
    Lady Stardust <3

    OdpowiedzUsuń